Inicjatorzy pomysłu po pierwsze liczą na poparcie radnych miejskich. - Chcielibyśmy, aby do 7 lipca zapadła odpowiednia uchwała w tej sprawie - mówi Andrzej Madej, przewodniczący komitetu. - Równocześnie będziemy organizować konferencje i debaty dotyczące zagadnień poruszonych w referendum.
Komitet zdecydował się działać, bo jego zdaniem w Krakowie dzieje się źle.
- W przypadku Zakrzówka radni w ostatniej chwili wycofali się z objęcia go ochroną. Różnymi obietnicami przeciąga ich na swoją stronę prezydent miasta - zauważa Marcin Kruszelnicki, wiceprzewodniczący komitetu. - Głos mieszkańców w dzielnicach nie jest słyszalny. Rady dzielnic nie mają wpływu na to, co buduje się w ich okolicy - dodaje drugi wiceprzewodniczący Andrzej Skrzyński.
Co na to radni miejscy? - Referendum to koszta, które ponosi gmina, a mamy kryzys. Poza tym zrobi się wielkie zamieszanie. Oprócz wyboru rad dzielnic, radnych miejskich i prezydenta, krakowianie będą musieli jeszcze odpowiadać na pytania - mówi przewodniczący rady Józef Pilch. Referendum nie boi się firma Gerium, która planuje inwestycje w części Zakrzówka. - Jesteśmy przekonani,
iż w uczciwym referendum na temat przyszłości zalewu nasz projekt spotka się z poparciem - mówi Piotr Cholewiński z zarządu Gerium. Komitet jest zdeterminowany. Jeśli rada pozytywnej uchwały nie przegłosuje, zwróci się on wprost do mieszkańców. Aby nakazać gminie przeprowadzić referendum, potrzeba dla niego poparcia 10 proc. krakowian.
Piotr Rąpalski





