• Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Strona główna Prasa Dębniki też walczyły i poniosły straty

Dębniki też walczyły i poniosły straty

Email Drukuj PDF

dziennikPOWÓDŹ. - Było naprawdę gorąco. Serce się kroi, jak się widzi ogrom zniszczeń w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących - mówi radny Dzielnicy VIII Krzysztof Gacek, który wczoraj jeździł po Dębnikach i oglądał straty.

Woda zalała nie tylko domy w Bodzowie, Kostrzu i Pychowicach, ale także wdarła się do centrum. Przedszkole nr 71 przy ul. Ludwinowskiej, tuż obok dawnego hotelu Forum, już w poniedziałek (17 maja) zdecydowało się na ewakuację: - Wody gruntowe zalały kotłownię, ale nie dopuściliśmy, żeby przedostały się dalej. Zorganizowaliśmy cztery pompy. Razem z Ochotniczą Strażą Pożarną walczyliśmy o uratowanie kuchni - mówi dyrektor Renata Kamińska, która przez ubiegły tydzień nocowała w przedszkolu. Dziś w tym miejscu nie ma już wody, pomieszczenia są odkażone i od wczoraj przyjęto z powrotem dzieci. Jeżeli uda się uruchomić ogrzewanie, wszystko wróci do normy także w Przedszkolu nr 127 przy ul. Komandosów.

- Pompowaliśmy wodę w piwnicach od środy, a mimo to sięgała 2,5 metra. Leżaki, krzesełka i wszystkie sprzęty złożone w piwnicy są do wyrzucenia - martwi się dyrektor Lucyna Jurczak.

Zarówno w przedszkolu na Komandosów jak i w blokach na os. Podwawelskim naporu wody nie wytrzymały studzienki ściekowe umieszczone w piwnicach.

- Rozmiary tej klęski byłyby mniejsze, gdyby studzienki znajdowały się na zewnątrz budynków. Ten błąd już dawno powinien zostać wyeliminowany - irytuje się inżynier budownictwa wodnego Aleksander Hodowański, mieszkaniec jednego z bloków. Zalanie nastąpiło tak gwałtownie, że nikt nie uratował swoich rzeczy. - Moja cała biblioteka techniczna, którą zamykałem w oszklonej szafie, została na zawsze stracona. Niestety nie mieściła się w moim M4 - żałuje inżynier.

Helena Gajda z os. Podwawelskiego mówi, że nie próbowała wyciągać niczego ze swojej piwnicy. Była zajęta ratowaniem zwierząt, które miały tam swoje kryjówki. W sumie z wszystkich piwnic wyniosła kilkanaście kotów.

- Wiedziałam, gdzie mogą być, bo nosiłam im mleko. Do domu przyniosłam także jeże, które dokarmiałam na osiedlu. Teraz już są wypuszczone z powrotem - opisuje Helena Gajda. Jej mieszkanie przez ostatni tydzień zamieniło się w pogotowie dla zwierząt. Na co dzień u pani Heleny mieszka pięć psów.

O wielkich stratach może mówić także Stowarzyszenie "U Siemachy", które w przejściu podziemnym pod ul. Konopnickiej prowadziło Młodzieżowy Klub Umiejętności Progres.

- Uratowaliśmy komputery, które szybko zostały wystawione na szafy. Nie mieliśmy już wtedy prądu, przejście także było zupełnie ciemne, więc wynoszenie rzeczy szło bardzo ciężko. Woda w klubie stała do czwartku - opisuje kierownik Mariola Szewczyk.

Przez ten czas zniszczyły się doszczętnie meble, podłogi, a pływający po przejściu kontener ze śmieciami powybijał szyby. Trudno powiedzieć, co będzie dalej z placówką. Na razie zajęcia dla wychowanków odbywają się w Com Com Zone.

Bez prądu i ciepłej wody muszą sobie radzić od tygodnia mieszkańcy nowych bloków przy ul. Wierzbowej, do których lokatorzy wprowadzili się w ubiegłym roku. Na szczęście nie mają większych zniszczeń.

- Wszystkie instalacje i szafy elektryczne stały w garażach, które zalała woda. Czekamy aż energetycy oszacują straty - mówi pani Edyta z ul. Wierzbowej.

(PP)