- To jest pustynia - tak o swoim miejscu zamieszkania mówią zdenerwowani krakowianie z rejonu ulic św. Jacka i Kapelanki. Jest ciasno i niebezpiecznie. Na przykład na osiedlu Wojskowym, gdy wszyscy zaparkują samochody, nie ma szans, by wjechała straż pożarna. Dzieci nie mają placu zabaw, więc grają w piłkę na ulicy.
Mimo że nie ma podstawowej infrastruktury, w sąsiedztwie wyrastają kolejne bloki. Ostatnio taki "potwór budowlany" (jak określają mieszkańcy) stanął przy ul. Kapelanka 6A. Ma w nim zamieszkać tysiąc nowych mieszkańców. W sumie w rejonie będzie mieszkać już 4 - 5 tysięcy ludzi. Bez szkoły, z jednym przedszkolem, do którego już czeka się w kolejce dwa lata, bez sklepu, parkingu, sprawnej komunikacji.
- Mamy w zasadzie do dyspozycji jeden wyjazd Kapelanką i Twardowskiego. Mimo to inwestorzy występują o kolejne wuzetki. Jeżeli te inwestycje zostaną zrealizowane, będziemy mówić już o ponad dziesięciu tysiącach mieszkańców. Tylko plan miejscowy ureguluje dziką zabudowę - alarmuje prof. Marek Dziarmagowski, mieszkaniec Zakrzówka.
Lista nowych inwestycji jest długa. Na rogu Kapelanki i Ceglarskiej inwestor stara się o zespół budynków mieszkaniowych (w tym dziesięciopiętrowiec i pięciopiętrowe bloki). Przy ul. św. Jacka są starania o kolejny zespół zabudowy wielorodzinnej lub hotel. Także na Zakrzówku firma Gerium zabiega o budowę osiedla dla 4 tysięcy mieszkańców. Takie przykłady można mnożyć. Nie ma jednak przepisów prawa, które mogą zobowiązać inwestorów w "wz" czy pozwoleniu na budowę, żeby zrobili drogę, postawili szkołę, czy przedszkole. Niezbędne usługi może narzucić tylko plan zagospodarowania, którego ciągle nie ma.
Magdalena Jaśkiewicz, dyrektor Biura Planowania Przestrzennego mówi, że "stary" plan dla Zakrzówka, który jest opracowywany od 2002 r., nie ma szans na dokończenie i uchwalenie, choćby dlatego, że przez 8 lat zmieniły się przepisy prawa.
- Lepiej rozpocząć pracę nad nowymi planami i podzielić obszar na dwa tereny - proponuje dyrektor Jaśkiewicz.
Pierwszy obszar od Kapelanki do ul. Wyłom zostałby objęty planem dla terenów pod zainwestowanie, który jednocześnie uporządkuje miejsce pod względem komunikacji i infrastruktury (w jego granicach mieściłby się teren firmy Gerium). Drugi plan, już o charakterze ochronnym, objąłby zielone tereny parku na Zakrzówku.
Na taki podział nie zgadza się "Zielony Zakrzówek", który zainicjował protest przeciwko inwestycji Gerium (zebrano w nim ponad 10 tysięcy podpisów). Zdaniem dr. inż. Andrzeja Sułkowskiego ulica Wyłom nie może być granicą dwóch różnych planów, bo w ten sposób dzielony jest spójny teren przyrodniczy, a w granicach planu inwestycyjnego znajdą się także zielone, niezabudowane obszary.
- Nasze stanowisko jest takie, żeby obie strony ul. Wyłom znalazły się w jednym planie. A że plan zagospodarowania jest niezbędny, to nie ulega wątpliwości. Prezydent na spotkaniu powiedział, że anulowanie starych planów i przystąpienie do nowych będzie bardziej skutecznym rozwiązaniem, więc tego nie rozstrzygamy - mówi Andrzej Sułkowski.
Zarówno "Zielony Zakrzówek" jak i grupa mieszkańców z rejonu Kapelanka - św. Jacka popierają włączenie do planu zagospodarowania terenów ogrodu działkowego Dębniki oraz wyłączenie z planów terenów należących do kanału ulgi, bo te ostatnie mogą opóźnić procedurę planistyczną. Jeżeli Rada Miasta przegłosuje przystąpienie do planu, Wydział Architektury może zamrozić procedowane wuzetki na rok, ale tylko od daty złożenia wniosku przez inwestora. Mieszkańcy Zakrzówka są zdesperowani: - Chcemy jak najszybszego przystąpienia do planu, wtedy będzie czas na dyskusję nad szczegółami. Wszystkich radnych, którzy będą głosować przeciwko planowi, uznamy, że działają na rzecz inwestorów, a nie mieszkańców - oświadcza Marek Dziarmagowski.
(PP)
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.





